czwartek, 21 kwietnia 2016 13:46

Zasłużyli na... śmierdzącą klitkę

Napisane przez  mj
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mieszkają niczym w więziennej celi. Szukają pomocy, ale wszędzie słyszą, że muszą poradzić sobie sami, ponieważ szesnastometrowe mieszkanie należy do nich. Gdyby należało do Zarządu Nieruchomości Komunalnych, 95-letni Jan Maciążek i jego córka Grażyna mieliby szanse na uzyskanie pomocy.

 

 

 

Teraz przez jedną decyzję, która była po części podyktowana przez urzędników, dwoje schorowanych, osób zostało uwięzionych na trzecim piętrze w kilkunastometrowym pokoju, w którym, aby mieć gdzie spać, musieli ustawić piętrowe łóżko.
Do szczęścia nie trzeba im wiele. Kilka metrów większy pokój, kuchnia i mieszkanie na parterze, bo panu Janowi nie starcza już sił aby pokonywać trzy piętra, choć czasami marzy o choćby krótkim spacerze. Po latach spędzonych na pomaganiu innym i pracy społecznej musi swoją jesień życia spędzać w ciasnej, a do tego śmierdzącej klitce, bo do mieszkania z klatki schodowej nieustannie wciska się odór moczu i kanalizacji. Za tę, jak nazywa, więzienną celę, płaci blisko 300 złotych czynszu.
Zasłużony dla miasta Lublin…
Jan Maciążek mieszka w Lublinie od 1945 roku. Wtedy przyjechał tu do pracy z Nałęczowa.
– Dowidziałem się, że kolej potrzebuje pracowników. Tak zacząłem pracę jako felczer w kolejowej służbie zdrowia. Do tego potrzebowali orkiestrantów, a ja grałem na trąbce, więc zgłosiłem się do orkiestry – opowiada pan Jan.
W ten sposób, lecząc ludzi i grając, przepracował 38 lat.
– W orkiestrze pracowałem społecznie. Co myśmy się wtedy nagrali, bo zaraz po wojnie co drugi dzień grało się na trzech, a nawet czterech pogrzebach. Taka była potrzeba, bo ludzie nadal walczyli w podziemiu. W końcu przeszedłem na emeryturę, a w 1989 roku, z okazji siedemdziesięciolecia orkiestry kolejowej, dostałem wyróżnienie Zasłużony dla Miasta Lublina. I co mi teraz po tym orderze? Zamknęli nas tutaj jak w więziennej celi – skarży się Maciążek.
Pan Jan z rodziną wcześniej mieszkał przy ulicy Pawiej.
– Tam też mieliśmy złe warunki, ale jakoś się żyło. Skończyłam studia i znalazłam pracę, jednak miałam wylew i musiałam pójść na rentę – mówi Grażyna Maciążek, córka pana Jana.
W 2005 roku Maciążkowie zostali przekwaterowani do lokalu zastępczego przy ul. Puchacza 6.
– To miało być tylko tymczasowo, ale tak zostało, bo nie chcieli przydzielić nam innego lokalu zastępczego. Mieszkamy w tym smrodzie i ciasnocie. Ja od 1994 prosiłam o lokal socjalny, a dziś mieszkamy w zastępczym, bez kuchni i w warunkach urągających godności – mówi pani Grażyna.
Własność wychodzi bokiem
Jak doszło do tego, że rodzina mieszka tam do dziś?
– W listopadzie 2005 r. pani Grażyna, na czas remontu lokalu przy ul. Pawiej 28, została przekwaterowana do lokalu zamiennego przy ul. Puchacza 6. Lokal ten spełniał określone przepisami prawa kryteria lokalu zamiennego. Pod koniec 2005 r. pani Maciążek wystąpiła o pozostawienie jej w lokalu zamiennym na stałe, na co została wydana zgoda. Następnie na wniosek pani Maciążek, w lipcu 2010 r., po przeprowadzeniu stosownej procedury nastąpiło przeniesienie własności lokalu aktem notarialnym – wyjaśnia Joanna Bobowska z biura prasowego prezydenta Lublina.
Jak tłumaczy Grażyna Maciążek, wykupiła ten lokal, ponieważ w urzędzie miasta sugerowano jej, że tak należy zrobić, że warto.
– Nie wiedziałam, o co chodzi. Mówili, że musimy wykupić, bo to jest wspólnota mieszkaniowa. Wycenili te 16 metrów na 8 tysięcy. Co było robić? Miałam jakieś oszczędność i wykupiłam tę klitkę w hotelu robotniczym. Dziś płacimy za te 16 metrów 270 złotych czynszu plus opłaty za prąd. Na leki, bo tata jest po zawale, zostaje niewiele.
Przez to, że mieszkanie stało się jej własnością, nie ma dzisiaj szans na jakąkolwiek pomoc miasta. Tak przynajmniej twierdzą urzędnicy.
– Pani Maciążek jest właścicielką lokalu przy ul. Puchacza 6 i może dokonać zamiany wzajemnej, czyli kontrahenckiej, przenosząc własność mieszkania aktem notarialnym na rzecz kontrahenta. Oferta zamiany kontrahenckiej złożona w Wydziale Spraw Mieszkaniowych została udostępniona za zgodą pani Maciążek osobom zainteresowanym zamianą poprzez umieszczenie na tablicy ogłoszeń w siedzibie Wydziału. Kontrahentów do zamiany pani Maciążek może poszukiwać również we własnym zakresie, chociażby poprzez ogłoszenia w prasie bądź skorzystać z ofert będących w dyspozycji Wydziału Spraw Mieszkaniowych – tłumaczy Bobowska.
Co na to Maciążkowie?
– Nie mają szacunku do starości. Wszystkich ich zamknąłbym w takiej celi! Chcemy tak niewiele – po prostu godnie żyć, bo tu nawet pies by się męczył – mówi pan Jan.