czwartek, 21 kwietnia 2016 13:45

Teatr w kredycie, radna w strachu

Napisane przez  bch
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Niebywale rozgrzała lubelskich radnych z pozoru niekontrowersyjna sprawa przebudowy Domu Kultury Kolejarza przy ul. Kunickiego na potrzeby Teatru H. Ch. Andersena. Podczas debaty w tej kwestii nie tylko doszło do nieoczekiwanego zwrotu akcji, ale również do wystraszenia się radnej PO Anny Ryfki, której grozić miał radny Ryszard Prus (PiS).

Teatr Andersa od dawna szuka odpowiedniego lokum. To, który dzierżawi od 60 lat od ojców dominikanów, nie nadaje się do dalszego funkcjonowania i teatr w lecie przeniesie się do nowo wybudowanego przez urząd marszałkowski Centrum Spotkania Kultur. Marszałek zgodził się „przygarnąć” miejską placówkę tylko do czasu, aż nie znajdzie ona nowej, stałej siedziby. Od dłuższego czasu w miejskim samorządzie jest zgoda co do tego, że docelowo powinien nią być obiekt Domu Kultury Kolejarza przy ul. Kunickiego. Najpierw musi on jednak przejść gruntowny remont i zostać przystosowany do potrzeb sceny Andersena.
Tak, tylko za co?
Grupa radnych PiS przygotowała na ubiegłotygodniową sesję Rady Miasta Lublin projekt uchwały o zabezpieczenie w budżecie miasta na lata 2017-2018 pieniędzy potrzebnych na wykonanie takiej inwestycji.
– Obecnie zakłada się, że przebudowa placówki przy Kunickiego na potrzeby Teatru Andersena potrwać może nawet sześć lat. Dlaczego tak długo? Znam ten obiekt. Jest teraz nie w pełni wykorzystany i ulega degradacji. Niezbędne jest niezwłoczne podjęcie przebudowy i remontu budynku, i definitywne rozwiązanie problemów z siedzibą teatru – uzasadniał projekt uchwały radny Zbigniew Ławniczak (PiS), proponując ograniczenie planowanej przez miasto rozbudowy placówki a tym samym ścięcie jej kosztów z 46 do 25 mln zł. Najlepszym przykładem sukcesu kulturalnego i ekonomicznego jest DDK Węglin. Został zbudowany za wiele mniejsze środki, a potencjał intelektualny ma ogromny. Podchodząc do sprawy w ten sposób wykonalibyśmy tą inwestycję szybciej – wskazywał Ławniczak.

 

 

Prezydent Krzysztof Żuk też chciałby, by Teatr Andersena przeniósł się na Kunickiego jak najszybciej, ale, jak podkreśla na przyspieszenie inwestycji nie ma pieniędzy. Od kiedy inwestycje kulturalne powyżej 5 mln euro nie mogą liczyć na unijne dofinansowanie, miasto jest skazane na to, by przebudowę DK Kolejarza pokryć z własnych środków.
– Nie jesteśmy w stanie sfinansować tej inwestycji w tak krótkim czasie. Mamy do zrealizowania inne kosztowne przedsięwzięcia oświatowo-kulturalne, jak budowa szkoły przy ulicy Berylowej, a następnie na Ponikwodzie – przypominał prezydent Żuk. – Niewskazane i nieracjonalne byłoby też zredukowanie wymiaru projektu przy Kunickiego i okrojenie kosztów z 46 do 25 mln zł. W budynku po modernizacji, oprócz Teatru Andersena, swoje miejsce znajdzie filia biblioteki, biuro obsługi mieszkańców, Centrum Sztuki Dziecka czy wreszcie siedziba rady dzielnicy Dziesiąta. To jest rozwiązanie optymalne.
Teatr z kredytem
Radni PO, reprezentowani przez Michała Krawczyka, orzekli, że mogą poprzeć projekt radnych opozycji, ale pod warunkiem, że w uchwale zostanie zaznaczone, że miasto inwestycję sfinansuje z kredytu.
– Teatr Andersena zasługuje na nową siedzibę, ale bierzmy wspólnie odpowiedzialność za tę inwestycję. Nie chcemy by za pół roku koledzy z PiS wypominali nam, co często czynią teraz, że inwestujemy na kredyt i zadłużamy miasto – mówił w stronę opozycji radny Michał Krawczyk (PO). – A bez kredytu wykonanie tej przebudowa w czasie proponowanym przez PiS jest niemożliwe.
Na taki zapis w uchwale radni PiS jednak nie chcieli się zgodzić i… wycofali swój projekt. Wtedy swój projekt z zapisem, że w przypadku braku możliwości pozyskania unijnego dofinansowania, inwestycja zostanie sfinansowana z kredytu, a przebudowa budynku przy Kunickiego odbędzie się w dwóch etapach – w pierwszym zostanie wykonana adaptacja obiektu do potrzeb Teatru, a w drugim powstaną pomieszczenia dla biblioteki, BOM i świetlicy środowiskowej, zgłosili radni PO.
Uchwała przeszła głosami radny PO i Wspólnego Lublina przy sprzeciwie PiS.
Radna w strachu
Podczas emocjonującej debaty nad przyszłą siedzibą Teatru Andersena doszło do incydentu. W przerwie obrad radna Anna Ryfka (PO) poinformowała, że została zastraszona przez radnego PiS Ryszarda Prusa. Według radnej miał on powiedzieć do niej „Umrzesz”. Radna stwierdziła, że ma na to świadków, a że czuje się poważnie zagrożona, zamierza powiadomić o skierowanej do niej groźbie prokuraturę.
Radny Prus twierdzi, że nic takiego nie powiedział, a co najwyżej, przechodząc koło radnej i słysząc, że rozprawia ona o tym, co dzieje się w sejmie, mógł filozoficznie stwierdzić, że „wszyscy umrzemy”, czy coś podobnego. – Jeśli pani radna wzięła to do siebie, to co ja mogę powiedzieć? Mogę się wycofać, ale z czego? Mogę ją przeprosić, ale też nie bardzo wiem za co – mówił dziennikarzom radny Prus.