czwartek, 21 kwietnia 2016 13:37

Rysa u ludowców?

Napisane przez  tak
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ludowcy nie są zgodni w swej krytyce rządowych regulacji ograniczających swobodę obrotu ziemią. Oficjalnie władze lubelskiego PSL rozpoczęły kampanię propagandową mającą na celu zdyskredytowanie pomysłów PiS przez przyrównanie ich do „przypisania chłopa do ziemi” czy określana jako „renacjonalizacja”. Od tak radykalnych określeń odżegnuje się jednak prominentny ludowiec Przemysław Litwiniuk, przewodniczący Sejmiku Województwa. Czy to tylko merytoryczna różnica zdań, czy też sygnał rywalizacji personalno-pokoleniowej w obrębie Stronnictwa?

Straszyć czy tłumaczyć
Stanowisko władz PSL jest jasne. – PiS wchodzi rolnikom w szkodę, to nacjonalizacja ziemi! – uważa europoseł Krzysztof Hetman. – Mam 60 hektarów i tysiąc tuczników, ale wg PiS-u przestanę być rolnikiem, bo jako marszałek ubezpieczony jest w ZUS, a nie KRUS! – wtóruje oburzony marszałek Sławomir Sosnowski. Rozdawane na Lubelszczyźnie ulotki odmalowują przyszłość rolnictwa w czarnych barwach. Na tle kolegów przewodniczący Litwiniuk wydaje się oazą spokoju. – Diabeł nie jest taki straszny jak go malują – bagatelizuje rzekome zagrożenia przewodniczący lubelskiego Sejmiku. Jego zdaniem nowe prawo nie będzie stanowiło nadmiernie poważnego utrudnienia w zbywaniu ziemi, natomiast faktycznie jej nabycie będzie wymagało spełnienia określonych kryteriów bądź warunków. Zdaniem Litwiniuka nowa ustawa o obrocie nie rozwiązuje natomiast innych problemów prawno-systemowych, np. nie urealnia konstytucyjnego zapisu o rodzinnym gospodarstwie rolnym jako podstawie ustroju rolnego w Polsce. – Gdzie jest miejsce dla rodziny, dla pozycji żony czy dzieci w gospodarstwie? Jeżeli mamy przepisy emerytalne, które odsyłają rolnika na emeryturę dopiero po 60. roku życia, młodych rolników kształtują dopiero około 40. roku życia, to taki syn czy córka, pracujący w rodzinnym gospodarstwie rolnym, są tak naprawdę niewolnikiem swojego ojca czy matki. Nie ma żadnych mechanizmów, które regulowałyby: podział dochodów w tej rodzinie, prawo dziedziczenia czy sposób podejmowania wspólnych decyzji. Mamy gospodarstwo „singielskie”, a nie rodzinne – uważa dr Litwiniuk.

 

 


...a może PiS-PSL razem?
W kolejnej odsłonie rytualnego już sporu PSL-PiS o rząd dusz i głosy lubelskiej wsi ludowcy pierwszy raz od dawna nie mówią jednym głosem, co może wiązać się tak z różnicami zdań odnośnie samego, dość specjalistycznego przecież problemu, jak i odbywać się na tle stosunku do władz rządowych, a więc także i potencjalnych partnerów, a nie tylko rywali w lubelskim samorządzie. Znajdujący się dotąd nieco w cieniu kolegów Litwiniuk ma jednak bardzo mocną pozycję w kierownictwie Stronnictwa, uzyskaną dzięki swym prawniczym zasługom dla ugrupowania. Nie można zatem wykluczyć, że ambitny młody ludowiec swoje fachowe przygotowanie gotów byłby przełożyć i na większe wpływy w regionie, gdyby oczywiście doszło do jakichś przegrupowań politycznych i personalnych. Gdyby, mówiąc prościej, ludowcy zmuszeni byli porozumiewać się na forum Sejmiku z PiS-em, być może łatwiej zadowalający ambicje PSL efekt udałoby się uzyskać bardziej koncyliacyjnemu (choć znanemu dotąd na sesjach z ostrego języka, twardej ręki i raczej przaśnego dowcipu) Litwiniukowi niż mocno antypisowskim Hetmanowi i Sosnowskiemu.