środa, 20 kwietnia 2016 11:29

Problemy z 997

Napisane przez  admin
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Coś się dzieje, a na numer alarmowy policji nie da się dodzwonić. Sygnał jest, ale oczekiwanie, aż ktoś podniesie słuchawkę, trwa wieczność. A i tak próba połączenia kończy się fiaskiem. I co wtedy?

- Dzwoniłem przez kilkanaście minut i nic. Kpina - pisze oburzony Czytelnik.
Jak wyjaśnia mężczyzna, chciał poinformować dyżurnego o jegomościach, którzy bawią się w najlepsze na terenie Przedszkola Miejskiego nr 6 - piją, oddają mocz na piaskownicę i bluzgają na pół osiedla. Słuchawki na komendzie nikt nie odbierał. A gdyby tak chodziło o wypadek, albo napad z włamaniem czy pobicie? W końcu telefony alarmowe mają pomagać, ratować i ułatwiać życie.
Sprawdziliśmy. Jednego dnia pięć wykonanych z rzędu połączeń, następnego - kolejne sześć. Niestety, za każdym razem nieudane. Sygnał w słuchawce jest i na tym koniec. Można by pomyśleć, że dyżurny śpi lub leseruje.
- Na jednej zmianie pracują dwie osoby (dyżurny i jego zastępca), a czasem jest ich trzech. Nigdy nie ma tak, że kogoś nie ma na miejscu. Nawet, jeśli jeden z nich wyjdzie na chwilę, drugi go zastępuje. Zdarza się też, że obaj odbierają w tym samym czasie i telefony alarmowe, i wewnętrzne, więc linia jest zajęta. Sygnał jest ciągły, a nie przerywany, więc ktoś, kto nie może się dodzwonić, może odnieść mylne wrażenie, że dyżurny nie odbiera telefonu - wyjaśnia sprawę asp. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Policjantom ciężko odnieść się do problemu, bo - jak twierdzą - próbowali zadzwonić na 997 z własnych „komórek” i się udało. Asp. Czyż przypomina też, że przyjęcie zgłoszenia nie zajmuje kilku sekund, a dobrą „chwilę”. Gdyby chociaż włączyła się automatyczna sekretarka, która każe czekać, byłoby wiadomo, że linia jest przeciążona.