poniedziałek, 01 lutego 2016 11:50

Polowania zbiorowe

Napisane przez  Mirosław Sawicki
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W Orliku

(10 stycznia) W Wojskowym Kole Łowieckim Nr 163 „Orlik” w Chełmie odbyło się polowanie zbiorowe z udziałem ośmiu myśliwych i sześciu naganiaczy. Poprowadził je Dariusz Dymański a polowano w obwodzie łowieckim nr 155
w lasach miejscowości Parypse i Jagodno. Po całodziennych łowach na rozkładzie zanotowano sześć lisów i bażanta. Królem polowania został Dariusz Szewczuk, który ustrzelił dwa lisy, a tytuł Wicekróla otrzymał Radosław Smyk
z wynikiem lis i pióro. W przerwie między pędzeniami rozpalono ognisko.

 

 

W Dubelcie dwa zbiorowe (17 stycznia) W KŁ nr 82 „Dubelt”

w Chełmie zorganizowano polowanie na nadbużańskich łąkach. Na zbiórce w byłym Zakładzie Rolnym w Husynnym stawiło się dwudziestu siedmiu członków koła oraz goście, stażyści, naganiacze
i podwoda. Łowy poprowadził Zbigniew Gmyrek, a organizacja polowania przypadła Grzegorzowi Iwańczukowi. Mróz (minus 12 stopni), świeża puszysta ponowa, szadź na drzewach dodawały animuszu i uroku łowom. Sygnał „Powitanie” w wykonaniu Michała Jakubowskiego wzywa na odprawę. Na początek regulaminowe uwagi o zachowaniu szczególnych warunków bezpiecznych łowów
i zwierzynie do pozyskania. Pierwszy miot zaplanowano przez oczerety w stronę Kolemczyc. Z pędzonych szuwarów próbował umknąć lisiura. Powalony jednym strzałem. Kolejny miot przeprowadzono na łęgach, za pałacem Suchodolskich. Tam trzcinowiska przyniosły kolejnego lisa. Tym razem to prowadzący polowanie popisał się celnym strzałem. Trzeci miot zaplanowano wzdłuż trzcin przy rzece Udal. Nawoływania naganiaczy, głoszenie psów przyniosły zamieszanie, przez linię rozstawionych myśliwych przedzierają się dziki, części udało się ominąć nagankę, poszła do tyłu, część próbowała przebiec przez czoło miotu, padają strzały i jest pierwszy pozyskany dzik i trzeci lis. Kolejny pędzony - miot do Husynnego i pada czwarty lis. Uczestnicy polowania przemieszczają się nad sam Bug. W pędzonych Obłoniach słuchać strzały, ale tym razem szczęście sprzyja umykającym liskom i dzikom. Cało uszły z miotu. Ostatnie pędzenie zorganizowano obok Koziej Góry. Tym razem nie było lisów, była za to wataha dzików. Naganiane przez nagankę i psy umykają do boku, do tyłu i mkną do przodu. Padają strzały i na linię wyciągane są trzy dziki. Prowadzący ogłasza zakończenie pędzeń. Układamy pokot, przy dźwiękach sygnałów oddajemy hołd upolowanej zwierzynie, rozbrzmiewa sygnał „Dzik na rozkładzie” oraz „Lis na rozkładzie”. Łowczy dekoruje prowadzącego łowy Medalem Króla Polowania (za lisa i dzika). Z racji licznych pudeł i braku możliwości wyłonienia laureata nie przyznano tytułu Króla Pudlarzy - choć wielu czynnie się starało o ten „mało zaszczytny tytuł”, piszący niniejsze streszczenie miał też w tym swój udział. Na zakończenie prowadzący prosi na poczęstunek do zabytkowego drewnianego magazynu. Tam płonie kominek, czeka już ciepła przygotowana strawa oraz okolicznościowy tort od prowadzącego polowanie z okazji 30 lat przynależności do koła i PZŁ. Połamania i Darz Bór!

 

 


(23 stycznia) Sobotni poranek aura wspaniała na polowanie, termometr wskazuje minus 12 stopni, chrupie śnieg, mgła tak mocna, że przez chwilę widoczność tylko na kilka metrów. Na zbiórce u kol. Piotra - na Majdanie Skordiów stawiają się pierwsi uczestnicy polowania, naganka i podwoda. Dodatkowe polowanie zbiorowe zgodnie z prośbą ministerstwa i władz związku o podjęcie intensyfikacji pozyskania dzików zorganizowano na terenie obwodu łowieckiego nr 168. Sporo jeszcze sztuk do pozyskania. Akces do polowania zgłosiło czternastu nemrodów i Diana - Ania. Do pomocy pięciu naganiaczy wspomaganych psami. Prowadzący wita uczestników polowania, zgodnie z tradycją wita knieję i zgodnie z procedurami omawia zasady bezpieczeństwa, prezentuje psy i losujemy karty stanowiskowe. Z ochotą ruszamy do kniei. W trakcie pędzenia miot opuszczają sarny. Lisiura przyczajony czeka na sposobność opuszczenia zagrożonego terenu. Niestety dopadły go śruciny, padł rażony za drugim strzałem. W ocenie uczestników polowania dobra wiadomość - mamy bowiem już pokot i Króla polowania. W kolejnych pędzeniach widać liczne ślady bytowania zwierzyny. Wzdłuż drogi stawiamy znaki ostrzegawcze „Uwaga polowanie”. Ale dzików w miotach brak. Podczas rozstawiania się w czwartym miocie, dziki spały tuż przy leśnej drodze, uszły cało poderwane warkotem ciągnika. Prowadzący ogłasza przerwę. W lesie Kabały rozpalamy ognisko, czas na odpoczynek, chwilę oddechu, pieczenie kiełbaski i łyk ciepłej herbaty.
W miotach nad Udalem widziano liski uchodzące przez rzekę oraz bażanty cieknące i ciężko podrywające się przed psami, ale wszystko do tyłu, przez nagankę, nic na linię myśliwych. Po przeprowadzeniu ośmiu pędzeń czas zakończyć polowanie. Układamy skromny pokot i dekorujemy Króla Polowania, tym razem szczęście uśmiechnęło się do Józefa Domańczuka. Darz Bór!

Nieproszony gość

(24 stycznia) Nieproszony gość odwiedził wolierę w Husynnem. Do woliery bażantów wdarł się jastrząb zwabiony przebywającymi tam ptakami. Drapieżnik po złapaniu i zrobieniu pamiątkowych zdjęć został wypuszczony na wolność, choć należało mu dać łupnia za straszenie bażantów. Choć z drugiej strony może to i dobrze, że bażanty miały okazję poznać drapieżcę. Gdy trafią na wolność, takie doświadczenie przyda się im na pewno.