czwartek, 03 października 2013 11:17

Nielegalna Godzilla

Napisane przez  tak
Oceń ten artykuł
(1 głos)

„Istotne naruszenie prawa” zarzuca wojewoda lubelska sejmikowi w związku z podjęciem jeszcze w lutym uchwał likwidujących część oddziałów w Szpitalu im. Jana Bożego i Okręgowym Szpitalu Kolejowym.

Marszałek Krzysztof Hetman bagatelizuje sprawę, wicemarszałek Tomasz Pękalski przyznaje, że doszło do błędu przy stosowaniu obowiązującego „dopiero od 2,5 roku” prawa. Opozycja żąda wyciągnięcia konsekwencji wobec odpowiedzialnych za kompromitację samorządu i wznowienia debaty na temat przyszłości lubelskiej służby zdrowia.
Kombinowane reformy
„Mini-Godzilla” – czyli likwidacja oddziałów w placówkach z Biernackiego i Kruczkowskiego, wraz ze skomasowaniem świadczeń na al. Kraśnickiej, miała być krokiem przejściowym przed ostatecznym wchłonięciem mniejszych placówek przez Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Wyszyńskiego przy al. Kraśnickiej. Przeciw takiemu rozwiązaniu protestowały związki zawodowe i sejmikowa opozycja, proponując jako alternatywę połączenie „Jana Bożego” z „Kolejowym” ze względu na większą komplementarność tych jednostek. Większość PO-PSL, nie bacząc jednak na negatywne stanowiska środowisk medycznych i organizacji społecznych, przegłosowała zmiany statutów. Żeby zaś uniknąć zaskarżenia uchwał zagrażających dostępności pacjentów do świadczeń, władza zdecydowała się na prawniczą sztuczkę.

 


Uchwały sejmiku, stanowiące akty prawa miejscowego, muszą być publikowane w Dzienniku Urzędowym. Ich ogłoszenie daje czas stronom posiadającym interes prawny na ewentualne zaskarżenie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Dopiero po przejściu tej procedury uchwały wchodzą w życie i są wykonywane przez marszałka i jego organy. Tym razem jednak – w obawie przed batalią sądową, w sytuacji, gdy w całym kraju sądy nie zostawiły suchej nitki na podobnych decyzjach zmieniających mapę medyczną w regionach – uchwał likwidujących oddziały nie skierowano do publikacji. Personalnie odpowiedzialność za to „zaniedbanie” spada na przewodniczącego sejmiku, Tomasza Zająca z PSL.
Jak to cofnąć?
Związki, zaniepokojone ograniczeniem ich prawa do wyrażenia stanowiska i zaskarżenia wadliwych, bo szkodzących pacjentom uchwał, wystąpiły do nadzorującego stanowienie lokalnego prawa wojewody o zajęcie stanowiska. Lubelski Urząd Wojewódzki aż 5 miesięcy analizował sytuację, prosząc o zajęcie stanowiska Ministerstwo Zdrowia. Tymczasem zarząd województwa, nie oglądając się na nic, nieprawomocne uchwały zaczął wykonywać. „Janowi Bożemu” odebrano toksykologię oraz większość poradni specjalistycznych. OSK stracił ginekologię i kardiologię. Łącznie dla obu placówek oznacza to wielomilionowe straty. Dla chorych zaś – niewygodę i gorszą dostępność do leczenia.
Ostatecznie jednak ministerstwo zabrało głos, przyznając, że lubelski sejmik – a ściślej jego przewodniczący – naruszyli prawo. Wojewodzie nie pozostało więc nic innego, jak wezwać regionalny parlament do naprawienia błędu i usunięcia wady prawnej, jaką obarczone były przeprowadzki i likwidacje szpitalnych oddziałów. W Urzędzie Marszałkowskim zapanowała konsternacja. Według najgorszego scenariusza stwierdzenie ministerstwa oznaczałoby bowiem cofnięcie dokonanych już zmian i powrót oddziałów i poradni na dawne miejsca! Do sytuacji takiej doszło już np. w Olkuszu, gdzie rażące naruszenia prawa przy przekształceniach miejscowej samorządowej lecznicy zmusiły radę powiatu do wszczęcia procedur zmierzających do przywrócenia stanu pierwotnego, czyli odtworzenia powiatowego szpitala w dawnym kształcie i formule organizacyjnej.

 


Wrócić do stołu
– Popełniliśmy błąd, ale działaliśmy w dobrej wierze. Po prostu inny był stan prawny określany dawną ustawą o SP ZOZ-ach, a inny według obecnej ustawy o działalności leczniczej. Wszyscy dopiero się tego uczymy, zresztą sądziliśmy, że skoro prowadziliśmy szerokie konsultacje społeczne (choć faktycznie, ich wynik nie był dla nas wiążący), to nie było już potrzeby takiego procedowania, które mogłoby skutkować drogą sądowa i dalszym przedłużaniem procesu zmian – przekonuje wicemarszałek Tomasz Pękalski. Jak jednak „pomyłkę” naprawić, tym bardziej, że w międzyczasie władza uznała przynajmniej częściowo racje opozycji i środowiska lekarskiego, wycofując się z najbardziej kontrowersyjnych zmian, jak np. przeniesienie z „Jana Bożego” dziecięcego oddziału zakaźnego (czego zresztą... też legalnie nie ogłoszono)?
– Nie chodzi już nawet o wskazywanie winnych, choć z pewnością w piersi powinien się uderzyć i zarząd województwa, który źle przygotowaną uchwałę skierował pod uchwały, i przewodniczący sejmiku, który naruszył prawo, i Urząd Marszałkowski, który wziął się za wdrażanie nieprawomocnych uchwał. Przede wszystkim jednak wskazania dotychczasowych uchybień daje marszałkom niepowtarzalną szansę, by zatrzymać się i wrócić do rozmów ze środowiskami medycznymi, w tym zwłaszcza związkami zawodowymi. Trzeba wspólnie spokojnie zastanowić się co dalej z lubelską służbą zdrowia, a nie jak dotąd cieszyć się tylko, że kogoś się, udało przegłosować. Jak widać bowiem nie w przewadze liczebnej sztuka – uważa lider opozycji, radny Andrzej Pruszkowski z PiS. Inni radni wskazują jednak, że przecież do „istotnego naruszenia prawa” doszło, ktoś więc powinien za nie odpowiedzieć. Naturalnym krokiem wydawałoby się więc odwołanie przewodniczącego Zająca i gruntowne przebudowanie zespołu radców prawnych sejmiku i zarządu.

 


Kto odpowie?
Mamy do czynienia z kompletną nieudolnością we wdrażaniu zmian! – grzmi radny Artur Soboń. – Marszałek ma szansę pokazać swoją konsekwencję, o której tyle mówił na ostatniej sesji. Tu bowiem powinny być wyciągnięte konsekwencje personalne. Chyba, że każdą nieudolność urzędników Hetman będzie tłumaczył „skomplikowanymi przepisami prawa... – szydzi radny opozycji.
Przewodniczący Zając nie chciał rozmawiać z dziennikarzami o dokonanym przez siebie naruszeniu prawa. Marszałek Hetman oficjalnie lekceważy problem, zapewniając, że pismo wojewody nie niesie bynajmniej za sobą tak dramatycznych konsekwencji, jednak programy samorządowych reform służby zdrowia coraz bardziej wydają się tkwić w ślepej uliczce.